Strona główna › Relacje
Jaką formę organizacji rejsów preferujesz?
minimum - wykupienie koi
all inclusive - koja, opłaty portowe, paliwo, wyżywienie, transport
pośrednie - koja, transport, paliwo
Prognoza pogody dla Trzebiezy
Numeryczna Prognoza Pogody
SMART
Fresh Art

Relacje

ŚMIAŁYM dookoła Ameryki Południowej

25.12.2011
(...)W 1963 r. Jerzy Knabe i Bronisław Siadek, związani z miesięcznikiem PTG
Poznaj Świat, podjęli plan rejsu, który w założeniu miał być rejsem naukowobadawczym.
Polskie Towarzystwo Geograficzne zostało patronem i mecenasem
wyprawy. (...). Trasa rejsu miała prowadzić aż do południowego krańca Ameryki Południowej. Przygotowania do
rejsu trwały dwa lata. Do tak ambitnego zadania wybrano 5-letni jacht "Śmiały". Jacht ten był jedną z kilku jednostek zbudowanych w Stoczni Gdańskiej w latach 1957 - 60, do których należały także: "Joseph Conrad", "Dar Opola", "Jurand", "Otago" i "Jan z Kolna". Jacht zbudowano dla Wojewódzkiego Ośrodka Sportu,
Turystyki i Wypoczynku w Szczecinie. Portem macierzystym była od 1960 r. i jest nadal Trzebież nad Zalewem Szczecińskim, gdzie powstał jeden z pierwszych ośrodków szkolenia żeglarzy po wojnie. "Śmiały" był jachtem dwumasztowym, o długości pokładu 18 m, szerokości maks. 4 m, zanurzeniu 2,7 m i około 25 t wyporności. Powierzchnia żagli wynosiła 144 m2. Stocznia Marynarki Wojennej w Gdyni wyremontowała i wyposażyła jacht
przed wyprawą. Zlikwidowano część koi i zwiększono powierzchnię magazynową.
Zmieniona została maszynownia, gdzie zamontowano nowy silnik diesla Parsons-Pike o mocy 56 KM, który pozwalał na osiągniecie prędkości do 7 węzłów. (...)
Kapitanem wyprawy został Bolesław Kowalski,(..) załogę stanowili − Jerzy Knabe, mechanik, radiotelegrafista, sternik morski, kierownik techniczny wyprawy, pierwszy oficer na trasie Santos - Szczecin, (...), Bronisław Siadek, geograf, żeglarz, na "Śmiałym" osoba odpowiedzialna za program popularnonaukowy, sekretarz i główny taternik wyprawy,
Ludomir Mączka, geolog, pracownik Instytutu Geologicznego w Szczecinie, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, podróżnik, (...) Krzysztof Wojciechowski, geograf, sternik jachtowy, Krzysztof Baranowski, elektronik i dziennikarz, jachtowy kapitan morski, kucharz i intendent wyprawy, Tomasz Romer, jachtowy kapitan morski, lekarz wyprawy, filmowiec i pierwszy oficer na trasie Szczecin - Santos, Tadeusz Wilgat, geograf, szef naukowy wyprawy, dołączył do niej w Puerto Montt w Chile, Mieczysław Kluge.

Wyprawa wystartowała 29 lipca 1965 r. ze Szczecina. 31 lipca jacht wypłynął ze Świnoujścia. Przez Kanał Kiloński dotarł do Anglii, gdzie zawinął do kilku portów (m.in Portsmuth, Cowes,Yarmouth). W dalszą drogę wyruszył 24 sierpnia z Poole. W Portsmuth zszedł na ląd M. Kluge. Pierwszy etap rejsu prowadził wschodnią częścią Oceanu Atlantyckiego.
W celu uzupełnienia zapasów i wykonania niezbędnych prac pokładowych jacht na dwa tygodnie zawinął na Wyspy Kanaryjskie. Żeglarze zwiedzili główną wyspę archipelagu Teneryfę, wypuszczając się na zbocza najwyższego szczytu Pico de Teide. Od 28 - 30 września jacht przebywał na Wyspach Zielonego Przylądka, gdzie
uzupełniono zapasy. W czasie postoju w marinie portu Mindelo Krzysztof Baranowski uległ niegroźnemu choć bolesnemu oparzeniu po wybuchu denaturatu w maszynce spirytusowej. Warunki pogodowe do tego czasu sprzyjały żegludze.
W następnych tygodniach pogorszyła się widoczność, pojawiły się szkwały. 12-13 października załoga zwiedziła położone na równiku i nieodwiedzane od ponad stu lat Skały Św. Pawła, kilkusetmetrową wysepkę skalną zamieszkałą
jedynie przez głuptaki. Już samo trafienie na małą wysepkę w bezmiarze oceanu świadczyło o precyzji nawigacji na jachcie. 14 października 1965 r. s/y "Śmiały" przeszedł równik, jako drugi polski jacht, który tego dokonał.
Do Rio de Janeiro "Śmiały" zawinął 30 października 1965 jako pierwszy polski jacht. Żegluga z Anglii zajęła więc 67 dni. W czasie pobytu w Rio nawiązano kontakty z Brazylijskim Towarzystwem Geograficznym oraz miejscowym
uniwersytetem.(...) 21 listopada jacht wpłynął do portu Santos. Tu opuścił rejs T. Romer, który skarżył się na problemy z sercem. (...)
W czasie pobytu w Brazylii załoga odbyła kilka wycieczek, zwiedzając m.in. Sao Paulo. W połowie grudnia jacht zawinął do Montevideo. Boże Narodzenie 1965 i przełom lat 1965/ 66 jacht spędził w jachtklubie, a załoga w domach
miejscowej Polonii. W basenie La Platy "Śmiały" odwiedził na dwa dni Buenos Aires (dołączył tu do załogi Ludomir "Ludojad" Mączka, któremu powierzono funkcję II oficera) i na ponad dwa tygodnie Yacht Club Argentino (San Fernando), gdzie został wyslipowany celem wykonania prac remontowych i konserwacji.
W Buenos Aires żeglarze przyjmowani byli przez Polonię.
6 lutego jacht wyszedł ponownie na Atlantyk. W strefie "ryczących czterdziestek"
żeglarze napotkali zmienną pogodę i chłód. Warunki żeglugi były trudne, częste były zmiany ożaglowania. Na krótko jacht zatrzymał się w Puerto Deseado jeszcze na wybrzeżu argentyńskim. Załoga wyprawiła się tam na wysepkę
zamieszkałą przez pingwiny promieniste. U pd. wybrzeży Argentyny silne wiatry o sile do 7-8 stopni B powodowały liczne awarie, pękanie lin, trzeba było także naprawiać pęknięcie linki stalowej cięgła steru. W nocy temperatura nie przekraczała 5 stopni C.
25 lutego 1966 r. jacht wszedł do cieśniny Magellana. Przeprowadzono tam
badania geologiczne lodowca na wysokości ok. 800 m npm. Trzy dni później jacht zatrzymał się na kilkudniowy postój w Punta Arenas, chilijskim porcie leżącym w cieśninie. W cieśninie Magellana żegluga prowadzona była tylko
w ciągu dnia, częste były mgły i deszcze. 10 marca "Śmiały" przeszedł z cieśniny Magellana na kanały patagońskie, położone między wysepkami w pd. części Chile. Zwiedzono tu osadę indian oraz stację meteorologiczną w Puerto Eden.
19 marca jacht nieomal został zgnieciony przez olbrzymie kawały lodu oderwane od lodowca i dryfujące po kanale. 4 dni jacht spędził na mieliźnie w okolicach portu Puerto Arsen, gdy kierował się w górę rzeki Arsen. (...)
9 kwietnia jacht zatrzymał się w porcie Puerto Montt, na 10 dni. Naprawiano tam żagle i silnik, a do załogi dołączył T. Wilgat, obejmując kierownictwo naukowe wyprawy. Do Valparaiso znanego portu w środkowym Chile jacht zawinął
26 kwietnia. Pobyt tam trwał 50 dni. W tym czasie członkowie załogi, pod
kierownictwem dr Wilgata, przeprowadzili badania hydrograficzne zlewni rzeki
Rio Aconcagua. (...)
W czasie pobytu w Chile 1 czerwca 1966 powstało polskie Bractwo Wybrzeża Mesa Kaprów Polskich (na bazie istniejącego już chilijskiego stowarzyszenia Hermandad de la Costa) przez przyjęcie załogi jachtu "Śmiały". Członkowie załogi otrzymali w Chile numery od 1 do 6 w nowym Polskim Bractwie. Celem Bractwa
było i jest popularyzowanie idei żeglarstwa oraz udzielanie pomocy żeglarzom. Przez następnych siedem lat Kapitanem Polskiego Bractwa był Jerzy Knabe. Wieloletnim Kapitanem Bractwa i jego organizatorem w późniejszych latach w Polsce był kapitan jachtu Bogusław Kowalski.
Z Valparaiso jacht przepłynął do Antofagasty, leżącej prawie na zwrotniku Koziorożca, portu słynnego z przeładunku saletry i miedzi. Załoga zwiedziła pustynię Atakama i jej ogromne solniska. Po następnym tygodniu spokojnej
żeglugi na Prądzie Peruwiańskim jacht wszedł do peruwiańskiego portu Callao, który leży w pobliżu stolicy kraju Limy. Tygodniowy pobyt w tym porcie (w połowie lipca 1966 r.) załoga wykorzystała na malowanie jachtu, uzupełnienie
zapasów oraz na wycieczki w głąb kraju, m.in do położonej na wysokości ponad 3 tys. m indiańskiej miejscowości Huancayo najwyżej położoną linią kolejową świata, i zwiedzanie Limy. Po opuszczeniu Callao jacht popłynął
z Prądem Peruwiańskim na północ, 24 lipca 1966 przekroczył ponownie równik, za którym temperatury powietrza i wody zaczęły szybko wzrastać.
29 lipca "Śmiały" dopłynął do portu Balboa na wejściu do Kanału Panamskiego. Jak napisał kapitan jachtu B. Kowalski "urzędnik kanałowy (…) po raz pierwszy widzi polski jacht, który w dodatku zamierza przejść kanał. Nigdy
o czymś takim nie słyszał". Z kolei relację Bronisława Siadka z przejścia jachtu przez kanał, zamieścił miesięcznik "Poznaj Świat". Pisał on m.in. "Długość Kanału Panamskiego wynosi 82 km, z czego 16 km biegnie po odpowiednio
pogłębionych i oznakowanych wodach Oceanu Atlantyckiego i Oceanu Spokojnego. Przeszło połowa lądowego odcinka tej drogi wodnej przypada na jez. Gatun, mające 425 km2 powierzchni (…). Wielka zapora ziemna, którą przegrodzono bieg rzeki Chagres, aby utworzyć jezioro Gatun (…) ma prawie 4 km długości i 800 m szerokości u podstawy". "Zaraz za Pedro Migiel (…) zaczyna się słynny Gaillard Cut, czyli głęboki przekop (…). Właśnie tym przekopem (…) Kanał Panamski przebija się przez pasmo gór tworzących dział wodny między Pacyfikiem i Atlantykiem. Na odcinku 16 kilometrów płyniemy wśród niemal pionowych ścian (…) . Warunki geologiczne nastręczały tu bardzo poważne trudności i spowodowały wiele katastrof w czasie budowy. Zdarzały się wielkie
osuwiska (…). W ciągu 35 lat, które okazały się konieczne do zbudowania kanału, znalazło tu śmierć 60 tys. osób". "Każda pojedyncza śluza w Kanale Panamskim ma około 34 m szerokości i 305 m długości. Jest to przestrzeń dostateczna dla jednostek transoceanicznych (...)". "Przejście Kanału Panamskiego zajęło
"Śmiałemu" 10 godzin. Normalnie trwa to ok. 7 godzin." 3 sierpnia jacht znalazł się na Atlantyku. W Cristobal zszedł na ląd T. Wilgat, spiesząc na kongres geograficzny w Kanadzie.
Niecałe dwa tygodnie później "śmiałkowie" dotarli do Freeport na Bahamach (przeczekali tam huragan Faith), skąd 1 września wyruszyli na ostatni transatlantycki odcinek do Europy. Do Ostendy jacht zawinął 12 października po przejściu dwu silnych sztormów (podczas drugiego z nich fale dochodziły do 10 m, ciśnienie spadło do 729 mm, a wiatr osiągał siłę 9 stopni B.) i licznych awariach takielunku i żagli. Po następnych kilku dniach "Śmiały" już bez kłopotów przepłynął Kanał Kiloński.
Na sztormowym Bałtyku zatrzymał się jeszcze na krótko na duńskiej wysepce Christianso, aby przygotować jacht do uroczystego powitania. 27 października dopłynął do Świnoujścia, a 30 października do Szczecina. Po 477
dniach i przepłynięciu 22 841 mil morskich został uroczyście powitany przez flotyllę jachtów i motorówek oraz tysięczne tłumy zgromadzone na Wałach Chrobrego. Załoga złożyła meldunek prof. dr J. Kondrackiemu,
przewodniczącemu PTG o pomyślnym zakończeniu wyprawy. Żeglarze otrzymali medale "Za wybitne osiągnięcia sportowe".
Znów cytat z kapitana B. Kowalskiego: "Po raz pierwszy w historii polskiego jachtingu duża żeglarska wyprawa wyruszyła i powróciła do kraju na tej samej stępce tego samego jachtu, zbudowanego w polskiej stoczni. Po raz pierwszy w Cieśninie Magellana syreny mijających "Śmiałego" statków i okrętów ryczały morskim wyrazem uznania dla polskiej bandery podniesionej na naszym jachcie". Dwudziesto-, trzydziestokilkuletni ludzie, którzy brali udział w wyprawie "Śmiałego", wsławili się później niejednokrotnie dużo bardziej brawurowymi
ekspedycjami i poważnymi osiągnięciami zawodowymi:
Krzysztof Baranowski jako pierwszy Polak dwukrotnie opłynął samotnie kulę ziemską. W 1972 w transatlantyckich regatach samotnych żeglarzy z Plymouth (Wielka Brytania) do Newport (Stany Zjednoczone) na jachcie "Polonez"
zajął 12 miejsce. Kontynuował potem podróż dookoła świata (jako drugi Polak, po Leonidzie Telidze). W ciągu 272 dni pokonał 35 424 mil morskich na trasie Plymouth - Kapsztad - Port Hobart (Tasmania) - Port Stanley (Falklandy) -
Plymouth. Opłynął m.in. przylądki Dobrej Nadziei i Horn. Po raz drugi wyruszył w taki rejs w okresie 2 października 1999 - 30 sierpnia 2000 na jachcie "Lady B". Rozpoczął i zakończył rejs w portugalskim porcie Villamoura, przepłynął 24 tys. mil morskich przez Wyspy Kanaryjskie, Karaiby, Kanał Panamski, Tahiti, Australię, Seszele, Morze Czerwone i Śródziemne. W latach 80-tych XX w. był pomysłodawcą, założycielem i prowadzącym Szkoły pod Żaglami na żaglowcu "Pogoria", a w 90-tych na żaglowcu "Fryderyk Chopin". Przez wiele lat był,
i jest nadal, propagatorem żeglarstwa nawet wśród małych dzieci. Napisał kilkanaście książek o tematyce żeglarskiej i podróżniczej. Obecnie jest redaktorem naczelnym czasopisma "Jachting".
Ludomir Mączka zasłynął z rejsów jachtem "Maria". W latach 1973-1984 opłynął na nim kulę ziemską. W latach 1985 - 1988 wraz z Wojciechem Jacobsonem i Januszem Kurbielem na jachcie "Vagabond" okrążył jako pierwszy na
świecie Biegun Północny z zachodu na wschód. W 2002 został uhonorowany nagrodą dla podróżników i odkrywców Super Kolos. Zmarł 30 stycznia 2006 r. w Szczecinie.
Kapitan Bogusław Kowalski pozostaje do dziś autorytetem w środowisku żeglarzy i w Polskim Związku Żeglarskim.
Prof. dr Tadeusz Wilgat, który był szefem naukowym wyprawy, już wówczas znany był jako założyciel i kierownik Zakładu Hydrografii UMCS w Lublinie. Przez wiele lat był nauczycielem akademickim i wychowawcą kilku pokoleń
geografów. Został także wybrany do Komitetu Gospodarki Wodnej PAN. Organizował badania hydrograficzne i dbał o edukację w zakresie ochrony środowiska. Zmarł 4 czerwca 2005 r.
Prof. dr hab. Krzysztof Wojciechowski jest nauczycielem akademickim UMCS (Instytut Nauk o Ziemi) w Lublinie, geografem o specjalności hydrografia i ochrona środowiska, członkiem Komitetu Nauk Geograficznych PAN. Tak
jak prof. Wilgat zaangażował się w działania na rzecz ochrony środowiska naturalnego Roztocza.
Jerzy Knabe, do 1969 r. był oficerem floty handlowej, w tym roku zorganizował pierwszą w historii wyprawę kajakową przez Cieśn. Magellana. Od 1970 r. mieszka w Londynie, często jednak można spotkać Go w Polsce. W 1982. r
z grupą żeglarzy założył Polski Yacht Club w Londynie, którego sekretarzem pozostaje do dzisiaj. Był inicjatorem i organizatorem żeglarskiego "Memoriału Sikorskiego" w Gibraltarze w 50-tą rocznicę śmierci polityka. Brał udział
w wyprawie jachtu "Bona Terra" dookoła świata (1996-2000). Był i jest korespondentem prasowym, radiowym i telewizyjnym. Korespondent czasopisma "Żagle", autor książek z dziedziny nurkowania i żeglarstwa.
Prof. Tomasz Romer, ur. we Lwowie, endokrynolog, wnuk geografa Eugeniusza Romera, filmowiec. Był m.in. organizatorom i kierownikiem Kliniki Endokrynologii, Poradni Endokrynologicznej i Pracowni Antropologicznej Instytutu
Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie (od 1976 r.), założycielem Polskiego Towarzystwa Endokrynologów Dziecięcych. Odbył staże naukowe w USA i Londynie. Członek Komisji Endokrynologii Wieku Rozwojowego Komitetu
Rozwoju Człowieka PAN. Członek polskich i zagranicznych Towarzystw Endokrynologicznych. Autor ponad 200 prac z dziedziny endokrynologii i pediatrii. Społecznik, założyciel i pierwszy komandor Akademickiego Klubu Żeglarskiego
w Łodzi (1966), kapitan jachtowy i instruktor żeglarstwa.

Jacht "Śmiały" pływa do dziś. Jego historia jest równie bogata jak losy uczestników wyprawy do Ameryki Pd. Głośnym stał się rejs A. Rościszewskiego z 9-osobową załogą dookoła Islandii latem 1970 r. Jacht opłynął Islandię z zachodu
na wschód, odwiedzając po drodze Wyspy Owcze. Za rejs ten A. Rościszewski otrzymał nagrody "Rejs Roku 1970" i Srebrny Sekstant przyznane wówczas żeglarzom morskim po raz pierwszy. Dwa lata później ten sam żeglarz
otrzymał honorowe wyróżnienie tej nagrody za brawurowe przejście na "Śmiałym" 1541 Mm ze złamanym masztem w rejsie na Spitsbergen. Jak czytamy na stronie domowej Jachtklubu Trzebież w późniejszych latach "Śmiały" jako jednostka klubowa Trzebieży wykonywał typowe rejsy szkoleniowe po Bałtyku i rzadziej na wodach Morza Północnego. W latach 1988 - 92 jacht wyłączony został z eksploatacji, ze względu na remont generalny. Powstało
zupełnie nowe komfortowe wnętrze, przy zachowaniu starego, niepowtarzalnego stylu. Kadłub jest wykonany całkowicie ze stali. Pokład i nadbudówki pokryte są drewnem teakowym. Jacht posiada dwa drewniane maszty i dakronowe żagle zapewniające bezpieczną żeglugę w każdych warunkach pogodowych. Wnętrze jachtu wyłożone drewnem dębowym zawiera piękny i przestrzenny salon, dwie kabiny dwuosobowe i jedną trzyosobową, co umożliwia prowadzenie również rejsów turystycznych. (...)
Wyprawa jachtu "Śmiały", którą emocjonowała się cała Polska w połowie lat 60-tych ub. stulecia, w nie mniejszym stopniu niż obecnie wyczynami polarnika i podróżnika Marka Kamińskiego, opisana została w kilku książkach, z których najbardziej popularne to: Wyprawa "Śmiałego" Bolesława Kowalskiego, Kapitan Kuk Krzysztofa Baranowskiego, Wyprawa na "Śmiałym" Bronisława Siadka. Czasopismo PTG Poznaj Świat jako "patron medialny" wyprawy również poświęciło jej wiele miejsca, zamieszczając szczegółowe relacje jej uczestników oraz poświęcając jej w całości jeden z numerów (4/1967).
Źródła:
- A. Kaszowski, Z. Urbanyi - Polskie jachty na oceanach, Wyd. Morskie,
Gdańsk 1981
- Czasopismo PTG "Poznaj Świat" - Roczniki 1966, 1967.
- Strona domowa jachtklubu Trzebież.

Andrzej Michalski

Kapitan Głowacki na niepogodę

03.10.2011
Kapitan Głowacki na niepogodę
Rejs de facto rozpoczął się 9.08.2011. Nie dość, że załoga zgodnie z planem dojechała 8.08 po godz. 16.00, to jeszcze zakupy, a konkretnie transport i ształowanie (25 osób na raptem 3 tygodnie) zajęło nam czas do... godz. 02.00 dnia następnego.
Prognozy na początek nie były korzystne - po co męczyć towarzystwo i piłować pod wiatr - wyszliśmy ze Świnoujścia 9.08 po południu, zaliczając po drodze jeszcze tankowanie paliwa na drugim, portowym brzegu. Plan: czołgamy się po plaży do Sassnitz. Plan udał się w pełni - motorek, dwa żagle dla zabawy i jakoś poszło. Było w miarę płasko, ale towarzystwo i tak się przerzygało kompletnie :-). Sassnitz osiągnęliśmy koło północy.
Po sprawdzeniu prognoz decyzja: stoimy dobę (bo po co się męczyć). W ciągu dnia było zwiedzanie, zaległe szkolenie rejowe oraz inne gry i zabawy pokładowe. Z racji przyspieszenia zmian pogody (na lepsze) wyszliśmy z Sassnitz 10.08 pod wieczór - kierunek: daleka północ :-). Niestety, po drodze pogoda nie była łaskawa (w drugą stronę). Poza kilkoma momentami nie wiało wiele, a do tego padało... w ten taki najbardziej upierdliwy z możliwych sposobów. Wszyscy mieli dość, tak więc zrobiliśmy nieplanowany postój w Kopenhadze - z wejściem, a jakże, jak zwykle tuż przed północą :-). Szybkie nocne zwiedzanie miasta i około południa start dalej. Dalsza część rejsu była spokojna i głównie na silniku. Trochę pożeglować - i to na rejach - udało się przed samą Norwegią. Pierwszy postój był we Flekkefjordzie (wejście wyjątkowo koło południa), małej uroczej dziurze, którą darzę dużą sympatią. Na wejściu zrobiliśmy paradę rejową - pół miasta oglądało ;-) i nawet dziennikarz jakiś się potem przypałętał...
Postój do rana i dalej w trasę. Do samego Bergen - czy to na otwartym, czy pomiędzy wyspami - na silniku, z okazyjnymi żaglami na dodatek. Bergen osiągnięte dzień wcześniej, niż planowaliśmy. Wejście wieczorem - ok. 21.00 (18.08), a tu... więcej motorówek i innych pływadeł, niż wolnej wody :-). Okazało się, że była duża miejska impreza i koncert jakowyś.
Dalej nudy - dzieciaki zwiedzają miasto, a my robimy zakupy i czekamy na nową ekipę.
Start w drogę powrotną w sobotę (20.08) późnym popołudniem. Noc na silniku. Rano, na wyjściu na otwarte morze, dobre 5 w pysk i fala do 4 m, a tu dookoła skały i "lejek" (spóźniliśmy się...). Cóż, żagle w górę i motohalsujemy się ku szerokiemu. Zaczęliśmy koło godz. 10.00 rano. Obiad jadło mniej niż pół załogi, a do kolacji przeżyła tylko (niepełna) załoga stała, w ilości sztuk 4 :-). Na szczęście pod wieczór zaczęło się robić płasko i stabilnie i zaczęliśmy płynąć w dobrą stronę.
Cała powrotna trasa - z kilkoma chwilami drobnej przerwy - to przygody promu motorowego. Postój w Skagen z dość "zabawnym" parkowaniem, bo pomimo pustego portu mieliśmy stanąć "tam" i nigdzie indziej, a "tam" było nawietrznym brzegiem dokładnie burtą do wiatru i to w dość ciasnym basenie...
Pod Kopenhagą mgła totalna - z widocznością momentami rzędu 20 m (dosłownie, dziobu już widać nie było) - w tych warunkach bunt w załodze, bo zrezygnowaliśmy z wejścia :-). Mgła utrzymywała się przez całą dobę, z drobnymi przerwami. Biorąc pod uwagę prognozy (na koniec "miły" akcent: 4-6 z SE do SW) idziemy na Stralsund. Tuż przed wejściem niemiłe zaskoczenie: VTS mówi "verboten", bo nasze zanurzenie przy tych prognozach, bla bla bla... Tak więc wracamy tuż przy brzegu dookoła Rugii (na szczęście w pół drogi się wywiało, i nie wiało już w dziób :-) ).
Na koniec... Nocne przejście Świnoujście - Szczecin, tak coby sternikom nie było lekko :-).
Generalnie rejs bardzo udany, choć można narzekać na pogodę. Chyba wszyscy byli zadowoleni chociaż na żaglach nie napływaliśmy się za bardzo, o nie...
Kapitan s/y KAPITAN GŁOWACKI
Mateusz Mroczek

Dzieci mają prawo do Bałtyku!

08.09.2011
Dzieci mają prawo do Bałtyku!
Pływamy rodzinnie już od kilku lat po Jeziorze Dąbskim i Zalewie Szczecińskim. Raz zaliczyliśmy nawet przelot z Dziwnowa do Świnoujścia na nefrycie.

W tym roku było inaczej!!! Był OGROMNY ŚMIAŁY i pięciodniowy rejs na Bornholm.

W pierwszy dzień (środa) Bałtyk przywitał nas porządną szóstką, prawie w ,,mordę". Przez 25 godzin oraliśmy morze, aby wreszcie zacumować w Hammerhavn na Bornholmie. Nareszcie spokój, słońce i wiaterek. Zdobyliśmy zamek (zostały po nas ruiny) i latarnię. Była kąpiel w czystym Bałtyku. Trzeciego dnia był kurs na Christiansø, lecz nie dane nam było stanąć na wyspie. Znowu pod wiatr i decyzja kapitana: "płyniemy do Hasle".

Czwartego dnia o 4.50 wyszliśmy do Świnoujścia. Super wiatr, super słońce i super zabawa. Przed dziewiętnastą byliśmy na redzie, gdzie przywitała nas parada żaglowców i tłumy turystów. Błyskały flesze. Na nabrzeżu stragany i koncert szant - doskonała zabawa do… w nocy. W Świnoujściu stanęliśmy burtą do s/y Kapitana Głowackiego, którego zwiedziliśmy łącznie z maszynownią.

W niedzielę rano wyszliśmy do Trzebieży. W Kanale Piastowskim rozpłakało się niebo chyba z żalu, że już kończymy rejs. Po sześciu godzinach dotarliśmy do Trzebieży.

Koniec rejsu! I co zadowoleni? Pewnie że TAK!!! Za rok ,,znów popłynę na morze…"

Wiki & Szymon

PS. Dziękujemy wszystkim ,,wujkom i ciociom" z załogi, że odpuścili trochę nam na wachtach i dziękujemy producentowi tych malutkich tabletek , no wiecie na co (rozhuśtany żołądek), bo przydały się troszeczkę.